Zacznij od wizytówki w Google i profilu na Booksy – zajmie to jeden wieczór i nie kosztuje nic, a stamtąd przychodzi większość nowych klientek wpisujących w telefon „salon kosmetyczny” plus nazwa dzielnicy. Stronę dokładasz dopiero, gdy masz komplet opinii, a płatną reklamę na koniec – bez wcześniejszych kroków 300-600 złotych miesięcznie na Facebooku i Instagramie po prostu się rozpłynie.
Wpisz w Google „salon kosmetyczny” i nazwę swojej dzielnicy – klientka, która to robi, zwykle chce umówić się dziś albo jutro, nie czyta bloga o pielęgnacji. Załóż albo uzupełnij wizytówkę Google Moja Firma: dokładny adres, godziny (łącznie z sobotami, bo wtedy jest największy ruch), pełna lista usług z cenami – hybryda, pedicure, laminacja brwi, henna, depilacja – i minimum dziesięć zdjęć efektów, nie wnętrza salonu. Podepnij link do rezerwacji w Booksy, bo w tej branży klientki umawiają się z telefonu o 21 wieczorem, nie dzwonią. To jedyny krok, który działa praktycznie od razu – wizytówka z dobrymi zdjęciami i aktualnym grafikiem zaczyna przynosić telefony w ciągu 2-3 tygodni, zanim jeszcze pomyślisz o czymkolwiek płatnym.
Kosmetyczka ma przewagę, jakiej nie ma na przykład elektryk – efekt widać od razu, klientka patrzy w lustro i widzi laminację brwi albo hybrydę na świeżo. To ten moment, żeby poprosić o opinię, nie dzień później przez Messenger, bo wtedy już nikt nie pamięta. Wyślij link do wizytówki od razu po zabiegu, przez SMS albo automatyczne przypomnienie z Booksy. Nie kupuj opinii i nie proś rodziny o wpisy z innych miast – Google to wyłapuje i potrafi ukryć całą wizytówkę na tygodnie. Do dwudziestu-trzydziestu opinii ze średnią powyżej 4,5 dochodzisz przy regularnym pytaniu w około dwa-trzy miesiące, i to jest pierwszy próg, po którym klientki zaczynają wybierać ciebie zamiast salonu obok bez zastanawiania się dłużej.
W grupach typu „Kobiety z [Twoje miasto]” albo „Polecamy – dzielnica” nie wrzucaj cennika jak ogłoszenie, bo administrator to usunie w pięć minut, a czasem wyrzuci z grupy na stałe. Zamiast tego pilnuj wątków „polecicie dobrą kosmetyczkę” i odpowiadaj tam z linkiem do wizytówki – to nie kosztuje nic poza piętnastoma minutami dziennie. Instagram działa inaczej: rolka z samym momentem zdejmowania folii po laminacji brwi albo z przed-po hybrydy ma w tej branży dużo lepszy zasięg niż zdjęcie wnętrza salonu. Ten kanał daje najwięcej ruchu sezonowo – przed sezonem ślubnym w maju i czerwcu oraz przed sylwestrem – a poza tymi okresami bywa cicho, więc nie licz na równy comiesięczny napływ klientek tylko z tego źródła.
Jeśli masz komplet opinii i telefon dzwoni z samego Booksy, strona internetowa niekoniecznie jest pierwszą potrzebą – jednoosobowy gabinet czasem obywa się bez niej latami, korzystając tylko z wizytówki i Instagrama. Staje się potrzebna, gdy chcesz pokazać pełny cennik i galerię metamorfoz bez przewijania dziesiątek postów, sprzedawać vouchery na prezent (mocno kupowane przed Dniem Kobiet i Walentynkami) albo gdy planujesz reklamę płatną – bo kliknięcie w reklamę bez sensownej strony docelowej to wyrzucone pieniądze. Prosta strona wizytówkowa u lokalnego wykonawcy to jednorazowo 800-2000 złotych, albo abonament rzędu 150-250 złotych miesięcznie z hostingiem i bieżącymi poprawkami, żeby nie trzeba było znać się na kodzie. Efekt widać nie od razu, tylko po dwóch-trzech miesiącach, kiedy strona zacznie pojawiać się w Google obok wizytówki.
Reklamę włączaj dopiero, gdy w grafiku są realne dziury do zapełnienia – jeśli terminy i tak schodzą z Booksy, wydawanie pieniędzy na reklamę tylko podniesie koszt telefonu bez potrzeby, lepiej wtedy podnieść cennik albo zatrudnić drugą osobę. Jeśli dziury są, najlepiej działa reklama na Facebooku i Instagramie kierowana geograficznie na promień 5-10 kilometrów od salonu, z konkretną ofertą – „hybryda plus pedicure w pakiecie”, „laminacja brwi i rzęs” – nie ogólnym hasłem o firmie. Realny budżet dla jednego salonu to 300-600 złotych miesięcznie. Reklama w Google na słowo „salon kosmetyczny” bywa droga za kliknięcie i w małym salonie rzadko się zwraca, więc zostaw ją większym sieciom. Efekt widać w ciągu kilku dni, ale kończy się razem z budżetem – to jedyny z tych kanałów, który nie pracuje dalej sam.
Zacznij od jednej rzeczy dziś wieczorem: otwórz wizytówkę w Google, sprawdź czy są na niej aktualne godziny i przynajmniej pięć zdjęć efektów z ostatniego miesiąca, a jeśli nie – dodaj je, zanim pomyślisz o stronie czy reklamie. Kolejność z tego artykułu ma sens tylko wtedy, gdy trzymasz się jej po kolei – strona i reklama bez solidnej wizytówki i opinii to płacenie za coś, co i tak nie przyciągnie klientki szukającej najbliższego wolnego terminu.
Ile kosztuje strona internetowa dla salonu kosmetycznego? · Czy salon kosmetyczny potrzebuje strony internetowej?
Zostawcie numer, konsultant oddzwoni i przedstawi zakres oraz koszt. Konsultacja jest bezpłatna i do niczego nie zobowiązuje.
Zamów bezpłatną konsultację