Tak, jeśli chcesz przyciągać nowych klientów spoza grona poleconych - ale nie każdy salon jej potrzebuje. Jednoosobowy salon z pełnym grafikiem na sześć tygodni do przodu, który żyje z poleceń, spokojnie obejdzie się wizytówką Google i profilem na Booksy. Strona zaczyna się opłacać, gdy chcesz łapać klientki szukające w Google „fryzjer + nazwa dzielnicy” albo budować markę pod droższe usługi jak balayage czy przedłużanie włosów.
Najbardziej bez strony traci nowy salon, który dopiero się otwiera i nie ma jeszcze bazy stałych klientek polecających go dalej. Bez obecności w Google jedyne co ma to szyld i profil na Instagramie, a to za mało, żeby ktoś wpisał w wyszukiwarkę „fryzjer Mokotów” i trafił akurat na niego, zamiast na trzy inne salony z tej samej ulicy. Podobnie traci salon zatrudniający kilka fryzjerek, gdzie jedna ma pełny grafik z poleceń, a druga - świeżo po szkole - siedzi z wolnymi terminami. Strona z osobnymi profilami i galerią prac każdej z nich pozwala rozdzielić ruch, zamiast liczyć wyłącznie na to, że klientka zapyta w salonie, kto akurat ma wolne.
Jeśli prowadzisz salon sam, masz grafik zapisany na sześć czy osiem tygodni do przodu i nowe klientki trafiają do ciebie z polecenia sąsiadki albo koleżanki z pracy, strona nic ci nie doda. W małej miejscowości, gdzie sporo klientek to kobiety dzwoniące zamiast rezerwować przez internet, pieniądze wydane na stronę zwyczajnie się nie zwrócą - te osoby i tak zapytają sąsiadkę, kto strzyże najlepiej, a nie będą szukać w Google. W takiej sytuacji wystarczy wizytówka Google Moja Firma z aktualnymi godzinami i numerem telefonu oraz kilka zdjęć na Facebooku i Instagramie. Dopiero gdy poczujesz, że grafik się przerzedza albo chcesz przyjąć drugą fryzjerkę do zespołu, warto wrócić do tematu strony.
Sporo salonów myśli, że skoro mają profil na Booksy, to temat strony jest załatwiony. To nieprawda. Booksy to kalendarz rezerwacji, za który płacisz miesięczny abonament plus prowizję od części wizyt, a twój profil wyświetla się obok konkurencji z tej samej okolicy - klientka szukająca akurat ciebie może kliknąć w salon dwie ulice dalej, bo akurat ma wyższą ocenę albo tańszy zabieg. Booksy dobrze sprawdza się jako kalendarz do zapisów dla stałych klientek, które już wiedzą, że chcą przyjść do ciebie. Nie zastąpi za to własnej strony, jeśli zależy ci na tym, żeby to twoja marka, a nie logo Booksy, wyświetlała się jako pierwsza, gdy ktoś wpisze nazwę twojego salonu w Google.
Fryzjer w trakcie strzyżenia czy koloryzacji fizycznie nie odbierze telefonu - klientka z farbą na głowie nie może czekać, aż odłożysz grzebień. Nieodebrane połączenie to często stracona rezerwacja, bo dzwoniąca osoba w tym samym czasie dzwoni też do dwóch innych salonów z listy w Google i umawia się tam, gdzie ktoś odbierze pierwszy. Strona z formularzem kontaktowym albo linkiem do rezerwacji online rozwiązuje to inaczej niż telefon - klientka zostawia zapytanie albo zapisuje się sama o dwudziestej trzeciej, gdy ty dawno jesteś w domu, a ty potwierdzasz termin następnego dnia rano zamiast tracić ją na rzecz salonu, który po prostu odebrał telefon.
Ruch w salonie fryzjerskim nie jest równy przez cały rok - przed świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocą telefon urywa się z prośbami o strzyżenie i koloryzację na już, a od maja do września trwa sezon ślubny z upięciami i próbami fryzur, gdzie panny młode szukają salonu z portfolio kilka miesięcy wcześniej. W maju dochodzi jeszcze fala maturzystek umawiających się na fryzury na studniówkę i bal. W tych okresach klientki, które nie znają jeszcze twojego salonu, porównują oferty w internecie, zanim zadzwonią - jeśli w tym momencie nie masz gdzie pokazać zdjęć upięć ślubnych i aktualnego cennika, przegrywasz z salonem, który to ma, nawet jeśli twoja praca jest lepsza.
Zdjęcia „przed i po” na Instagramie znikają w kolejnych postach po tygodniu i nikt do nich nie wraca, chyba że akurat przewinie profil wystarczająco daleko. Strona działa inaczej - raz dodane zdjęcie balayage czy metamorfozy zostaje widoczne w Google przez lata i pojawia się, gdy ktoś wpisze „balayage + twoje miasto”, nawet jeśli sam post na Instagramie dawno spadł z feedu. Do tego na stronie trzymasz cennik w jednym miejscu, zamiast wklejać go w komentarzu albo w opisie profilu, bo nie mieści się pod zdjęciem. To nie znaczy, że masz rezygnować z Instagrama - dla salonu to nadal dobre miejsce na bieżącą pracę. Strona po prostu zbiera to, co najlepsze, w jednym trwałym miejscu.
Sprawdź teraz w Google frazę „fryzjer + twoja dzielnica” i zobacz, czy w ogóle się tam pojawiasz - jeśli nie, a jednocześnie masz w grafiku wolne terminy, to jest odpowiedź na pytanie z tytułu. Zacznij od strony z cennikiem, galerią metamorfoz i przyciskiem do rezerwacji, a Booksy i Instagram zostaw tak jak działają teraz.
Ile kosztuje strona internetowa dla salonu fryzjerskiego? · Co powinna zawierac strona salonu fryzjerskiego? · Jak salon fryzjerski moze zdobywac klientow przez internet? · Wizytowka Google czy strona - co pierwsze dla salonu fryzjerskiego? · Jak salon fryzjerski moze zdobyc opinie w Google? · Czy pokazywac cennik na stronie salonu fryzjerskiego? · Czy warto dodac rezerwacje online na stronie salonu fryzjerskiego?
Zostawcie numer, konsultant oddzwoni i przedstawi zakres oraz koszt. Konsultacja jest bezpłatna i do niczego nie zobowiązuje.
Zamów bezpłatną konsultację